WoleProstoHeader

16 maj 2011

Z serii "O wszystkim i o niczym" :)

Ostatnio stanowczo za rzadko umieszczam posty z serii "O wszystkim i o niczym" dlatego dzisiaj postanowiłam to nadrobić :) Będzie trochę zakupowo, trochę makijażowo, kosmetykowo i...książkowo. Słowem-przydługaśna notka, w której nawet sama autorka czyli ja pewnie nie będzie mogła odnaleźć początku i końca. To lubię (bądź podążając modą facebookową-"Lubię to!":))

Zacznę może od zakupów. Skromne bo skromne ale są. Wywiało mnie ostatnio do Biedronki po tak przyziemne rzeczy jak waciki i zmywacz. Waciki zakupiłam firmowe biedronkowe ("made for Biedronka") ale tym  razem skusiłam się na nienową już pewnie nowość-płatki aloesowe. Nic z tym, że aloes one pewnie widziały jak świnia niebo, ale w końcu co to różnica czy wacik jest aloesowy czy nie :) Zmywacz jak zwykle-Nailty, zakupione przez mnie tydzień temu opakowanie jest już moim trzecim w karierze biedronkowej i...już wiem co miała na myśli Magda zrównując ten zmywacz z ziemią i wywalając go na zbity pysk do kosza aby tam odbył resztę swojego nędznego śmierdziuchowego żywota. Mój egzemplarz podzielił jego los-bez zbędnych skrupułów pozbyłam się średnio pachnącego dotychczasowego ulubieńca. Nie wiedząc za bardzo cóż począć (w końcu nie bez powodu nazywam zmywacz "ulubieńcem") pognałam do Biedronki w poszukiwaniach mniej felernego egzemplarza. Zapytałam Panią krzątającą się obok półek kosmetycznych czy mogę sobie niuchnąć zmywacz zanim go kupię-Pani bez absolutnie żadnego zdziwienia odpowiedziała, że nie ma problemu i że nie jestem pierwszą, która o to prosi. Czyli jednak faktycznie coś jest z tymi zmywaczami na rzeczy. Wzięłam pierwszy z brzegu zmywacz, odkręciłam, powąchałam i stwierdziwszy, że zapach ma absolutnie taki jak moje wcześniejsze ulubione butle, pomknęłam radośnie do kasy. W biegu zauważyłam jeszcze, że na środku kulturalnie w jakimś takim dosyć większym koszu leżą sobie...tadada dadam-masła do ciała. Uściślę-słynne, biedronkowe masła do ciała, stylizowane ponoć na te z TBS, które obrosły już legendą nie mniejszą niż chociażby UFO-wszyscy o nim słyszeli ale nikt nigdy nie widział. Osłupiała pogapiłam się sekund dwie, po czym chwyciłam masło w wersji "Lemon" i z takimi pachnącymi nabytkami tym razem już szczęśliwie i  bez przeszkód dotarłam do kasy.
Po powrocie do domu jeszcze raz sprawdziłam czy zmywacz na pewno nie śmierdzi (nie śmierdział) i zabrałam się za odpakowywania masła. Powiem tak-jeśli można kochać masło do ciała to ja je kocham. Nie wiem na ile to normalne (:P) ale po pierwszy użyciu zginęłam, przepadłam przez mazidło do ciała, po czym udałam się poczynić zapasy. Pachnie świetnie-jak cytrynowa mamba. Zdaję sobie sprawę, że zapach jak to zapach- może mieć tyle zwolenników co i przeciwników, ale ja go uwielbiam. Czuć go wyraźnie cytryną, jest bardzo świeży. Po użyciu skóra pachnie nim jeszcze x godzin ale nie jest to ani mdłe ani meczące (mnie bardzo swojego czasu męczyły masła z Tutti Frutti). Konsystencja jest jak to masło-dosyć treściwa, konkretna ale-tu kolejny plus-nie jest lepko- tłusto wchłaniająca się przez trzy dni. Dobrze się je rozsmarowuje na skórze, po użyciu masła wieczorem, rano nadal czuję, że moja skóra jest miękka i nawilżona. Samo masło wydaje się być wydajne-używam od tygodnia raz do dwóch dziennie, podbiera je mi mama, podbiera tata i siostra pewnie też choć jej akurat jeszcze nie przyłapałam, a zużycia jakiegoś drastycznego nie zauważam.
 

Jeśli chodzi o skład to w tym przypadku nie ma to dla mnie specjalnie znaczenia-masło spisuje się świetnie, nakładam je na ciało a nie twarz więc akurat  tym czynnikiem się nie przejmuję :) Niemniej -dla ciekawych INCI:
(klikając w zdjęcie można je powiększyć)

 Pojemność jak widać na załączonym obrazku-200 ml. Masło w wersji cytrynowej nie ma drobinek, słyszałam za to, że wersja "Mango" takowe posiada. Cena? Śmieszna. Za 7,99 zł otrzymujemy BARDZO fajny kosmetyk. Biedronce produktu gratuluję i jednocześnie wytknę mimo wszystko drobną głupotę-skoro masło cieszy się takim powodzeniem, dlaczego nie zostanie wprowadzone do stałej oferty?:>

W Biedronce kupiłam jeszcze jak zwykle żel micelarny do twarzy oraz peeling do stóp. Oba produkty opisywałam już TUTAJ, więc ponownie rozwodzić się nad nimi nie będę-nadmienię jedynie, że moje pozytywne odczucia w stosunku do nich absolutnie nie uległy zmianie.

Zakupy zostawiamy, lecimy dalej :) Pisałam wyżej, że będzie również książkowo. Co prawda tematyka bloga z książkami niewiele ma wspólnego (choć czasem jak czytam swoje wypociny to myślę, że niezłe science-fiction by z tego wyszło :P) ale gdzieniegdzie na Waszych kosmetycznych blogach wpadają mi w oko notki o książkach właśnie. Oryginalna nie będę-nie katuję się grubymi tomiskami, których ukryty głęboko sens zrozumieć można dopiero po entym przeczytaniu całego tomiska, bądź po lekkim spojeniu alkoholem. Filozoficzne wywody, poezja-nie dla mnie. Ja szukam w książkach rozrywki, traktuję je tak jak filmy z tą różnicą, że śmieszna książka jest czasem lepsza od zwykłej filmowej komedii, dramaty w wersji pisanej powodują wylew łez większy niż przy oglądaniu wyciskacza łez, wszelakie horrory czy thrillery trzymają w napięciu lepiej niż niejeden film. Oczywiście od każdej reguły są wyjątki, ale po tym jak obejrzałam film "Ps.Kocham Cię" a potem przeczytałam książkę to miałam ochotę znaleźć reżysera czy tam scenarzystę i nakłonić do zmiany zawodu. Ale o filmach może innym razem :)
Moją najulubieńszą autorką jest Monika Szwaja, której książki czytam w każde wakacje. I za każdym razem śmieję się tak samo głośno. Ostatnio za to w ręce wpadły mi książki Katarzyny Lesieckiej (Michalak). W ciągu dni w liczbie trzech przeczytałam całą serię "poczekajkową". Przygody głównej bohaterki Patrycji, weterynarz, która z wielkiego miasta i prestiżowej lecznicy przenosi się do małej miejscowości gdzie zaczyna  pracę w zoo, jej perypetie zarówno ze zwierzętami jak i mężczyznami, magia, którą interesuje się Patrycja i wszystko inne wciągnęły mnie do tego stopnia, że część drugą kończyłam o godzinie 2 w nocy mając bolesną świadomość, że dnia następnego muszę zwlec się z łóżka o godzinie 7 (!!). Jeśli gdzieś natkniecie się na te książki-serdecznie polecam :) Część pierwsza to "Poczekajka", w której to części Patrycja przenosi się na wieś i czeka na wyczarowanego przez zaprzyjaźnione czarownice księcia (bajka bynajmniej nie dla dzieci-książę pojawi się, a nawet dwóch, a ich rywalizacja będzie bezwzględna, zemsta przemieszana z pożądaniem jednak trochę zawężają przedział wiekowy czytelników ;p). Następnie autorka zabiera nas do "Zachcianka" kiedy to bohaterka i jej książę (czy raczej powinnam napisać-hrabia) przeżywają kryzys, Patrycję dopadają wątpliwości...a wtedy pojawia się książę numer dwa i cała zabawa zaczyna się od początku. O ile takich "sequeli" nie lubię tak ten zdobył moje serce i przeczytałam go jeszcze szybciej i bardziej zachłannie niż część pierwszą. Tyle samo śmiechu jeśli nie więcej, zwroty akcji i co dla mnie najważniejsze-ciekawość do samego końca. W części trzeciej "Zmyślonej" rzeczy dzieje się tyle, że aby to opisać potrzebowałabym całego dnia-najlepiej więc samemu przeczytać i dać się porwać w zwariowany świat zabawnej Patrycji, której przygody doprowadzą nas do śmiechu, łez i chwili przemyśleń (ja np. po przeczytaniu tych trzech tomów momentalnie przestałam być zagorzałym mieszczuchem i zapragnęłam żółtego Domku Wiedźmy w miejscu gdzie jak to ładnie określa bohaterka "psy szczekają dupami").
Czekam teraz na część czwartą, która ukazać ma się już w czerwcu i nie mogę się doczekać.
Jeśli zainteresował Was temat zapraszam na stronę autorki KLIK!, na której przeczytać można fragmenty owych książek :) 

Miało być o kosmetykach-pisać jest o czym bo ostatnio  moją kosmetyczkę nawiedziło tyle kosmetyków, że w zasadzie nie wiem sama o czym pisać w pierwszej kolejności. Zrecenzowałam już część kosmetyków, które dostałam od JOKO, dzisiaj przyszła do mnie paczka z Vipery, której zawartość możecie zobaczyć poniżej:
(lakiery 821, 823 i 223)
(prasowany puder nr 606, City blush fun nr 25, rozświetlający puder w kulkach)
Dziękuję bardzo Pani Ani oraz firmie Vipera za tak kolorową i cieszącą oko paczkę :)

Dostałam również propozycję współpracy od firmy Flos Lek i obecnie czekam na kuriera z przesyłką, z tego co Pani Ela zdążyła mi napisać paczka szykuje się równie smakowita jak ta powyższa :) Jak więc widać czeka mnie sporo testowania, notki z ww kosmetykami będą się pojawiać równolegle z pozostałymi. W tym miejscu chciałabym kolejny raz zapewnić, że moje recenzje były/są/będą całkowicie subiektywne, rzetelne i szczere. Wszystkie firmy, z którymi współpracuję bądź współpracowałam tego właśnie ode mnie oczekują-opinii szczerej i niezależnej. Mam nadzieję, że uda mi się zadowalająco wypełnić owe zadanie. 

Coś tam na górze napomknęłam o makijażu. Dzisiaj rano przeglądałam youtuba i oglądałam filmiki moich ulubionych youtubowiczek :) Przy okazji wszystkie pozdrawiam :) Zachwycił mnie makijaż, który pokazała w swoim filmiku IndependentWoman, znana Wam pewnie zarówno z yt czy forum MM (jako zafascynowana). Martę uwielbiam za cudowne wyczucie jeśli chodzi o dobór kolorów, za piękne oczy, których jej okropnie zazdroszczę i oczywiście za talent :)
Pozwoliłam sobie dzisiaj odwzorować makijaż jaki pokazała Marta, oczywiście musiałam go trochę zmodyfikować (cielista kredka na linii wodnej zamiast jak w oryginale-czarnej, ale mam po prostu za małe oczy więc stąd ten myk :)). Efekty poniżej, najpierw wklejam link do makijażu i serdecznie zachęcam do jego obejrzenia :)


I moja wersja:


Marta makijaż wykonała przy użyciu cienia KOBO "Golden Rose". Ja takiego nie posiadam, ale za to mam cudną mikę z TKB "Be My Valentine". Kolor jest bardzo podobny-róż mieniący się na złoto. Ja efekt trochę podkręciłam nakładając jeszcze odrobinę złotego pigmentu.

W temacie makijażu pozostając-szukałam dzisiaj wspomnianej przed chwilą miki trafiłam na mikę tym razem z Coastal Scents "Paradise blusing rose". I uświadomiłam sobie, że do tej pory użyłam jej raz i że podoba mi się ona nieziemsko, ale niestety-patrzę na nią, zachwycam się i dopada mnie niemoc twórcza.. Nijak nie mam na ten kolor pomysłu. I tu następuję moje pytanie do Was-z czym Wy byście połączyły taki kolor? W skrócie-jest to brąz dosyć mocno wpadający w czerwień, broń boże nie żadna zwykła miedź, kolor mocno się mieni-poniżej kilka zdjęć:
(zdjęcie z lampą błyskową)
 (zdjęcie w świetle słonecznym)
Jakieś propozycje?
Zachęcam do dyskusji w komentarzach, ja tymczasem udaję się poczytać sobie o technologiach oczyszczania ścieków (nie wywołuje to we mnie takiego entuzjazmu jak "Poczekajka" :P) ale mus to mus :)

Pozdrawiam,
Panna Joanna

27 komentarzy:

  1. Jutro chyba wyruszam poszukiwac masla w biedronce. Widzialam je wczesniej ale jakos mnie nie przekonalo do siebie, ale po takiej recenzji sie na pewno skusze :)

    a kolorek cienia boski! pierwsze polaczenie jakie mi przychodzi na mysl to czern, ale wtedy wyjdzie bardzo ciemno i ciezko...

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje posty to czasami prawdziwe wyzwanie dla czytelnika, ale czytałam z największą przyjemnością:))) a mikę może by tak połączyć z jakimś ciepłym, karmelowym brązem?

    OdpowiedzUsuń
  3. KiziaMizia-cieszę się, że recenzja się przydała :) ja jutro też lecę do Biedronki bo właśnie mama sobie zażyczyła osobistego egzemplarza :) o czerni nie pomyślałam w sumie, automatycznie szukając czegoś jasnego...ale na jakąś imprezę będę musiała kiedyś spróbować :D

    MizzVintage-ostatnio było dużo zdjęć jakoś to teraz nadrabiam tekstem :D cieszę się, że wytrwałaś do końca, ja sama jak szukałam błędów/literówek już po połowie chciałam to olać :D karmelowy brąz??chyba nawet mam coś takiego :)) lecę szukać (ścieki poczekają :D)

    OdpowiedzUsuń
  4. Narobilas mi ochoty na to masło!
    I makijaz piękny:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też skusiłam się na te masła ;) Mangowe dałam siostrze, ale chyba sobie dokupię.

    OdpowiedzUsuń
  6. kleopatre-dziękuję :) i cieszę się, że mogę rozsiewać miłość do biedronkowego masła :D

    Greatdee-ja mam same lemony...jak to mango pachnie, wiesz może?

    OdpowiedzUsuń
  7. Widziałam te masła ostatnio,ale odezwał się we mnie 'wewnętrzny Żyd' (xD) i w obawie, że będą takie sobie, nie kupiłam... Ale skoro Ty piszesz, że są w porządku to tak pewnie jest :) także będę musiała naprawić swój błąd w najbliższym czasie.

    Makijaż w moich kolorach :) (nawiązując do początku notki: ośmielę się facebookowo napisać: Lubię to! :) )

    OdpowiedzUsuń
  8. ja bym ten śliczny cień połączyła z brzoskwinką :)

    post świetnie mi się czytało, masz dziewczyno pisane :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem fanką tego masła, niedawno też je recenzowałam ;-)
    Makijaż śliczny :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. zapraszam na rozdanie :

    http://uroocza.blogspot.com/2011/05/malutkie-rozdanie.html

    OdpowiedzUsuń
  11. potwierdzam, że w wersji Mango są drobinki, które naprawdę fajnie wyglądają na skórze. prawdą jest, że wchłania się najszybciej ze znanych mi maseł/balsamów. zapach obłędny. konsystencja troszkę mnie zdziwiła, bo masło jest dosyć twarde, ale ładnie się rozsmarowuje. Warte więcej niż 8 zł.

    Szkoda, że ja sobie nie mogę zrobić zapasów :( wypsztykałam całą kasę na kosmetyki w zeszłym tygodniu ehhh i jak w końcu wystawili masełka, mogłam sobie pozwolić na jedno :(

    Makijaż świetny ! Mam ten kolor z Kobo, ale nie pomyślałam, żeby go zestawić z niebieskim :D

    OdpowiedzUsuń
  12. o i znalazłam przykładowy makijaż z mikką którą prezentujesz na zdjęciu, tzn. nie konkretnie z nią, ale moim zdaniem z bardzo zbliżonym kolorem

    http://alltheprettyfaces.pinger.pl/e/6015271?from=email#message6015271

    OdpowiedzUsuń
  13. ale żeś się rozpisała:D:D masz dar;)

    A ja głupia byłam w biedronce i przeszłam obojętnie obok tych masełek. Trzeba będzie naprawić ten błąd;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytam właśnie "Klub Mało Używanych Dziewic" i to jest straszna miernota, więc dziwi mnie Twój zachwyt nad twórczością Pani Szwaji ;)

    A co do masełka z Biedry, to Ja go nawet na oczy nie widziałam. A szkoda, bo zachęcił mnie ten cytrynowo-mambo-podobny zapach :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Ehh kusicielko... :) Wczoraj przeczytałam, dzisiaj kupiłam też masło z biedronki, moje jest mango i za jakiś czas też się wypowiem co o nim myślę:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Słyszałam właśnie wiele dobrego o tych masłach a tu koljne pochlabna recenzja więc cóż mam zrobić?KUPIC!:)Makijaż śliczny zresztą jak ktoś ma tak śliczne oczy i wogole to co ma być złe:)

    OdpowiedzUsuń
  17. świeetna racenzja, i cudowny blog ;) Świetna ta paczka od vipery ja dostałam troszkę skromniejsza ;) obserwuje.

    OdpowiedzUsuń
  18. A.-nie zastanawiaj się tylko leć do Biedronki :) cieszę się, że to lubisz :D

    simply_a_woman-dziękuję bardzo :) spodziewałam się raczej zamiast pochwał, że mi klawiaturę zabierzecie :P

    Idalia-widzę, że masło ma wiele fanek :) Wasze recenzje na blogach również mnie skłoniły do zakupu :D

    Fiolka-poszłam dzisiaj po to mango :P i na szczęście jeszcze były, na wszelki wypadek cytrynę też wzięłam jedną :D ale jednak chyba mimo wszystko cytryna jak dla mnie ma lepszy zapach :) a ten cień przy linii rzęs to fiolet :) choć niebieski pewnie też by fajnie wyglądał :) a za propozycję makijażu dziękuję, muszę kiedyś spróbować :D

    April-a no jakoś tak poszło :) musiałam się wyżyć w pisaniu :D

    Iwetto-Szwaji broń boże za jakiegoś Mickiewicza drugiego nie uznaję-po prostu dla mnie są to idealne książki na wakacje, jak leżę w jakiejś trawie i mogę mieć wszystko w nosie ;) poza tym baardzo odpowiada mi rodzaj humoru jaki można znaleźć w jej książkach-bardzo mnie to wszystko razem relaksuje :) a zapach masła obłędny, oczywiście jak ktoś lubi cytrynową mambę :D

    olla.-haha ja dzisiaj też kupiłam mango :) czuje, że latem to będę moje ulubione kosmetyki :)

    wonder_woman-dziękuję ślicznie za komplement :D a masło polecam :D szerzmy miłość do Biedronki :D

    katarzyynka-dziękuję :) staram się jak mogę :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Oooo! Jak ja lubię takie długaśne posty! :D
    Ja jestem kompletnym molem książkowym, ale o "Poczekajce" jeszcze nie słyszałam. Oczywiście nie omieszkam sprawdzić czy jest dostępna w bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Masło do ciała z Biedronki??? Muszę sprawdzić:). Bardzo mi się podobają te lakiery od Vipery - poproszę bardzo prezentację na paznokciach! No i Flosu Leku jestem bardzo ciekawa, bardzo ich lubię:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Rebellious lady-cieszę się, że komuś chce się czytać te moje wypociny :D "Poczekajkę" polecam :) o ile oczywiście ktoś lubi nieskomplikowane książki :D

    hawa-ano masło :) i to powszechnie lubiane z tego co zdążyłam zauważyć :) lakiery już wkrótce zeswatchuję, róż i pomarańcza to straszne żarówy, sama jestem ciekawa jak będą wyglądać na paznokciach :) a Flos Lek wczoraj przyszedł :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam te masło do ciała, ale w wersji mango. Dla mnie średnie. Bardziej mi odpowiada Balsam z serii green nature :) Śliczny makijaż.

    OdpowiedzUsuń
  23. genialnie tutaj! :**

    zapraszam do mnie:
    http://roxyolsen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  24. O a jak Ty to kochana robisz że tak chętnie z Tobą współpracują firmy? Świetny myk :D

    OdpowiedzUsuń
  25. XoXo-powiem szczerze, że mając juz teraz porównanie mango z cytryną mango pasuje mi średnio-zdecydowanie zostanę przy wersji cytrynowej :) a ten balsam o którym piszesz oglądałam ale jakoś w końcu nie wzięłam..mówisz, że dobry?:D

    RexyOlsen-dziękuję :)

    Cookie-a wiesz, że nic nie wiem?:P Ostatnio jakiś wysyp jest tych wszystkich testów :)

    OdpowiedzUsuń
  26. super makijaż, jak każdy twój :)

    OdpowiedzUsuń
  27. czyli nie tylko ja zakochałam się w tym cytrynowym masełku ;P

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...