WoleProstoHeader

31 sty 2011

Essencowe zdobycze :)



Dostałam od jednej przemiłej czytelniczki (dziękuję :)) informację, że w mojej Naturze dostępna jest już nowa limitowanka firmy Essence, I Love Berlin. Na drugi dzień pognałam do Natury żeby zobaczyć to na własne oczy i....jest! :D
Uradowana niemiłosiernie, z obłędem w oczach pognałam do szafy, przy której kilka osób podziwiało to niebywałe zjawisko jakim było uzupełnienie standu w szafie ww firmy. Obłęd w moich oczach zwiększył się dwukrotnie ponieważ do obsesyjnej chęci dostania się jak najbliżej szafy dołączył strach, że zanim się tam dopcham nie zastanę na półeczce tego czego pragnę. Na całe szczęście obejrzałam całe mnóstwo słoczów w przybytku zwanym internetem, zorientowana w kolorach, wymiarach i cenach byłam na długo przed tym aż limitka zawitała do Polski, więc nie musiałam specjalnie długo dumać co muszę stamtąd porwać i wykorzystując moment nieuwagi jednej z osób najwyraźniej głęboko zastanawiającej się co to takiego i co by tu z tego zakupić i po co i za ile, wymacałam produkty, które bardzo chciały wrócić ze mną domu :)
Tak więc dzisiaj przedstawiam Wam moje nabytki w postaci lakierów sztuk 3, paletki sztuk jedna i...bonusu, który pomachał do mnie z koszyka wyprzedażowego kiedy niczego nieświadoma i zupełnie niewinna maszerowałam do kasy :)


Tak prezentują się całe zakupy, a poniżej poszczególne człony. Zdjęcia i "kilka słów o":
Lakiery! Wybrałam 3 kolory: 01 I LOVE THIS CITY, 02 I'M A BERLINER, 03 GREEN GRASS. Wszystkie trzy świetnie kryją, jedna warstwa wystarcza w zupełności, jedynie przy kolorze różowym można odczuć potrzebę aby dodać warstwę drugą. Kolory dosyć oryginalne, różowy to taki nie do końca róż, ja tam widzę jakieś łososiowe nutki aczkolwiek do Heart Chakry z limitowanki Into the Wild nie jest specjalnie podobny, głównie ze względu na większe nasycenie koloru. Ten kolor jest moim faworytem jeśli chodzi o lakiery z edycji berlińskiej, niby taki cukierkowy i słitaśny, ale absolutnie nie sprawia, że nasze dłonie wyglądają jakbyśmy je dokręciły od lalki Barbie. O ile różowych lakierów z zasady jakoś specjalnie nie lubię, ten wyjątkowo przypadł mi do gustu. Pozostałe dwa kolory to dwie odsłony zielonego-jedna jasna, żywa soczysta i druga-ciemniejsza z domieszką niebieskiego. Na chwilę obecną czekają na wiosnę. Teraz raczej nie odważyłabym się wyskoczyć z paznokciami pomalowanymi na zielono, ale może w swoim czasie bardziej przypasują mi do sytuacji. Póki co-włada nimi moja siostra, której ich zieloność nie przeszkadza :)
Wszystkie lakiery są kremowe, nie mają żadnych nawet malutkich drobinek. Trwałość porównywalna z pozostałymi lakierami Essence-LOVE THIS CITY noszę od sobotniego południa, nie ma żadnych odprysków, lakier jedynie delikatnie przetrł się na końcówkach, ale jest to na tyle niezauważalne, że jeszcze może sobie na pazurkach posiedzieć. Pojemność-8 ml więc całkiem sporo, jeśli się nie mylę to wielkością lakiery odpowiadają Multi Dimension, które dostępne są w stałej ofercie.
Podsumowując-kolory świetne, zwłaszcza na wiosnę, kryjące (słyszałam, że świetnie nadają się do stempelkowania), podobnych raczej nie znajdziemy w ofertach innych firm (a na pewno tego jasno zielonego:)). Za tę cenę (6,99zł) naprawdę warto.

Mały swatch lakieru LOVE THIS CITY:

Kolej na produkt, który wzbudza chyba najwięcej kontrowersji. Mowa oczywiście o paletce cieni. 




Co do samej paletki-jestem jedną z tych x osób, które kupiły ją dla samego opakowania :) Poręczne, solidne, z lusterkiem. W środku mamy 9 cieni, których pigmentacja początkowo mnie nie zachwyciłam, jednak po kilkukrotnym maźnięciu cienia pędzelkiem kolory stały się dużo bardziej intensywne! Widziałam na forach jak niektóre osoby pisały właśnie o tym zjawisku przekonując, że nie warto od razu odstawiać paletki w kąt, ale nie sądziłam, że różnica będzie aż tak duża. Same kolory dosyć trafnie dobrane, można nimi stworzyć wiele mniej lub bardziej kolorowych makijaży. Przy użyciu najbardziej neutralnych kolorów stworzymy delikatny dzienny makijaż, łącząc chociażby czerń z czerwienią czy mocną zielenią wyczarujemy makijaż mocniejszy, bardziej oryginalny. Cienie mają drobinki, jednak na powiece są one zupełnie niewidoczne, co dobrze wróży owej paletce, ponieważ ostatnimi czasy mam manię na punkcie matowych cieni. Co do trwałości nie mogę się wypowiedzieć, gdyż zawsze pod cienie stosuję bazę, która to baza dzielnie trzyma wszystko to co do niej "przylepię" i nigdy mnie zawiodła :) Poza tym podbija kolor cieni co również wpływa na moje wrażenia odnośnie pigmentacji samych cieni. Mam nadzieję, że dobrze będzie mi się z tym cudem współpracowało, mam zamysł co najmniej kilku maków, które mogłabym z pomocą tej paletki stworzyć. I mam przeczucie, że będzie idealna wiosną, kiedy w koło będzie zielono i kolorowo, a ona jest taka pastelowo-kolorowa i tylko czeka aż ten wstrętny śnieg wreszcie stopnieje.

I pora na mojego bonusa :D Bonusem jest puder (brązujący?) z przedostatniej limitowanki Essence, Into The Wild. Przyznam, ze strasznie sobie plułam w brodę, że nie kupiłam tego puderku jak był dostępny, potem nigdzie nie mogłam go znaleźć, co przyczyniało się niemal do kosmetycznej depresji. A teraz patrzę-i leżą sobie skubańce, sztuk 4 (ale jedna pokruszona ;/) i wołają do mnie "Kup mnie, kup mnie! Przecież tak bardzo mnie chcesz!". No i co miałam nie wziąć?:) Dziwne jest to, ze kilka razy pytałam panie w Naturze czy może im się nie zaplątała jakaś jedna sztuka, ale z uporem maniaka powtarzały, że niestety ale nie. Więc pytam się teraz grzecznie i uprzejmie-skąd takowe sie tam wzięły teraz, gdzie był schowane, a jeżeli nie były schowane to dlaczego ja ich wcześniej nie widziałam?!
Poczyniłam już pierwsze testy i wiem już dlaczego tak mi się tego pudru chciało. Ma fajną, mięciutką konsystencję, łatwo go nabrać na pędzel, trudno nim zrobić sobie krzywdę, nie pyli, nie śmierdzi cukrem pudrem, ma drobinki ale takie, które ładnie rozświetlają a nie tworzą na policzkach wspomnienia po bożonarodzeniowych lampkach. W pudełku znajdują się trzy kolory-jasnoróżowy, biszkoptowy i ciemnobrązowy. Sposobów jego użycia jest pewni wiele i każdy ma na niego swój patent, ale ja szybko znalazłam swój :) Mieszam różowy pasek z biszkoptowym i używam jako rozświetlacza, nakładam na szczyty kości policzkowych, środek czoła, czubek nosa itd, a następnie mieszam pasek biszkoptowy z ciemnobrązowym i używam jako bronzera. Efekt-ja już uwielbiam :) I o dziwo co także zaliczam do ogromnych plusów-na buzi trzyma się dosyć długo (dosyć długo czyli kilka godzin,  potem ta ciemniejsza część zaczyna zanikać ale rozświetlenie dalej tkwi na miejscu). Jest to dla mnie o tyle zadziwiające, że na mojej twarzy mało co sie długo trzyma, przeważnie wszelkie bronzery, róże itp wymagają kilku poprawek w ciągu dnia. Zdjęcia:




Na dzisiaj tyle moich wypocin, i tak się rozpisałam jak nigdy. Wracam do nauki, Wam życzę miłej lektury i pozdrawiam,

Panna Joanna

17 komentarzy:

  1. Panno Joanno, a w której to Naturze można dorwać ten pasiak? Trzymałam go w rękach, ale odłożyłam z powrotem a teraz pluję sobie w brodę:/

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne zakupy:). A pasiaka też mam i bardzo lubię, ja nakładam podobnie z tym, że brąz stosuję solo, a dwa pozostałe mieszam. Muszę spróbować zmieszać brąz z tym złotym, tak jak Ty, bo jest dość ciemny.

    A pań z Natury to ja nie rozumiem, naprawdę :/

    OdpowiedzUsuń
  3. zuz.-w Naturze w CH Forum w Gliwicach :) w sobotę były jeszcze 3 ( z czego jeden stłuczony)

    kleopatre-jak nałożę sam brąz to wyglądam jakbym się pobrudziła :P dlatego wolę go wymieszać z tym jaśniejszym paskiem :) a Panie z Natury to naprawdę czasami cyrk na kółkach (nie mówię, że wszystkie i wszędzie, ale ja mam akurat pecha do nich zawsze) ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Super zakupy;p
    Takkk...Panie w Naturze w Forum to długa historia, to trzeba zobaczyć;p

    Pozdrawiam i powodzenia w nauce;)

    OdpowiedzUsuń
  5. W końcu dorwałaś I Love Berlin :p :)
    Pudru strasznie Ci zazdroszczę... może u mnie w Naturach też dojdzie do jego 'cudownego odnalezienia', na razie ciągle czaję się koło tych wyprzedażowych koszyków ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. A. - jeśli chcesz, to możemy pogadać o tym pudrze, bo ja mam, ale nie używam zbytnio... może 2-3 razy użyłam, wolę inne które mam ;)

    Asia - z lakierów jesteś zadowolona? Ja mam ten różowy i groszkowy i tak jak kolory są super, tak bardzo szybko zaczęły mi się kruszyć. A zazwyczaj nie mam problemów z trwałością lakierów, hmmm...

    OdpowiedzUsuń
  7. Super zakupy, jak ja zaluje, ze te kosmetyki nie sa dostepne w USA :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Karolina-ooo a Ty z Gliwic jesteś?:) taaa, ja sie niedługo zbiorę za napisanie książki o paniach z Natury, dobra komedia będzie :D

    A.-już myślałam, że nie dożyję nowej limitki, a jak już jakaś wejdzie to ja będę stara i pomarszczona i będę wnuczkom zazdrościć, że one się doczekały :P

    greatdee-z lakierów jestem zadowolona bardzo, zwłaszcza z tego różowego :D ten swatch jest robiony dzisiaj, paznokcie malowane były w sobote, więc nie wygląda to tak źle :) pewnie jutro albo pojutrze będzie do zmywania...ale z drugiej strony tym samym lakierem paznokcie malowała moja siostra i dzisiaj już prawie tego lakieru na paznokciach nie miała...nie mam pojęcia od czego to zależy..na mnie się ogólnie dobrze lakiery trzymają :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Urbanku-ja się bardzo cieszą, że są dostępne tutaj bo jak na moja studencką kieszeń są to kosmetyki idealne :P wpadaj do Polski i zrób zapasy :D albo lepiej do sąsiadów zza Odry, oni tam mają CZĘSTSZY asortyment :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hehehe tak jestem z Glajwic;p
    Choć właśnie niezbyt lubię Nature w Forum, mam swoją ulubioną co dziwne w Rudzie;p tam jest duży wybór i mają kosmetyki Catrice ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. właśnie też o dziwo zauważyłam przypadkiem ten pasiak z Into the Wild za 9,99 to musiałam kupić, a na dodatek były jeszcze lakiery z tej samej limitki, więc od razu Zulu wpadł mi w ręce:D

    OdpowiedzUsuń
  12. u mnie już nic z I love Berlin nie ma od ponad tygodnia:(

    OdpowiedzUsuń
  13. U mnie te cholerstwa z Into the wild leżały od września do zeszłego tygodnia i mnie już nerwica brała, jak wchodziłam do Natury i nie było nowych limitek, aż tu nagle... Teraz po tych swatchach będę musiała mieć ten wildowski puder :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Karolina-teraz Catrice i podwójna szafa z Essence są również w Zabrzu w Platanie :D

    aeternitas4-lakiery były? patrz to tego ja nie zauważyłam :P chociaż z Zulu się ostatnio pożegnałam i wysłałam go na wieczny odpoczynek bo zgęstniał niemiłosiernie i już niestety się nie nadawał do niczego ;/

    Farbstift-u mnie już pewnie też nic nie zostało, a szkoda bo jeszcze bym coś dokupiła (choćby ten lakier różowy coby był na zapas)

    Vedette-u nas w Naturze od października chyba zalegała RtP i tez mnie nerwy brały jak wchodziłam a tam ciągle to samo...te babki co tam pracują jak mnie widzą to zaczynają uciekać, bo wiedzą, że znowu się będę pytać o limitkę, a one znowu nic nie będą wiedziały ;p

    OdpowiedzUsuń
  15. W takim razie poprosze makijaż wykonany przy użyciu tej paletki, bo Ja też odniosłam wrażenie że cienie są kiepsko napigmentowane ;)

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Iwetto-bardzo proszę, już jest :D

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nie zostawianie komentarzy typu "Zapraszam do mnie", próśb o dodanie do obserwowanych oraz podobnych służących autopromocji blogów czy stron personalnych.
Dziękuję bardzo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...